poniedziałek, 23 września 2013

Twój na zawsze [1/1]

Ostrzeżenie: miłość dwóch mężczyzn (+18)


- Naprawdę nie rozumiesz, że z nią wszystko wydaje się być łatwiejsze? – zapytał rozżalony Louis, patrząc prosto w zielone oczy przyjaciela. Nie wiedział, że tym jednym, prostym pytaniem, złamał serce chłopaka.
- Łatwiejsze? – powtórzył łamiącym się głosem kędzierzawy, łapiąc się przy tym za głowę. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszał.
- Dużo łatwiejsze. Przede wszystkim, nie muszę się ukrywać. Mogę okazywać swoje uczucia publicznie i nikt nie może mi zarzucić, że są złe i nieetyczne. Wszyscy akceptują mnie i El. Gdybym zechciał, mógłbym w przyszłości wziąć z nią ślub, założyć rodzinę, mieć dzieci. Wiążąc się z nią, nie narażałbym całego zespołu. Sam pomyśl, a jeśli obecni fani nie zaakceptowaliby naszego homoseksualnego związku? Poza tym, Eleanor to tak naprawdę dobra dziewczyna i może mógłbym spróbować zacząć traktować ją poważniej? Może by nam wyszło i wszystkie problemy zniknęłyby? Moje, twoje, One Direction. Między nami też już nie jest dobrze, ciągle robisz mi awantury. Nie mam już na to wszystko siły, rozumiesz? Więc jaki jest sens abyśmy to ciągnęli? - wyrzucił z siebie szatyn, podczas gdy młody mężczyzna nie mógł wytrzymać, słuchając tej długiej i zdającej się nie mieć końca listy. Jeszcze nocą był pewien, że ta chwila nigdy nie nastąpi. Teraz siedział ze spuszczoną głową, próbując to wszystko pojąć, jednak nie mógł. Zrezygnowany podniósł głowę.
- Rzeczywiście, żaden – odpowiedział cicho. Nie miał siły dalej z nim rozmawiać, chciał jak najszybciej skończyć tę konwersację i zostać sam.
- Nie może być między nami tak jak dawniej? Tak jak zawsze powinno być?
- Nic już nie będzie jak dawniej. Nic.
- Dlaczego nie możemy chociaż spróbować? – zapytał, siadając na kanapie obok załamanego zielonookiego. Położył dłoń na jego ramieniu, jednak ta została natychmiastowo strącona.
- Wypierdalaj stąd. Wypierdalaj do swojej Eleanor i szczęśliwego, łatwego życia z nią!
*
Kolejne dni były dla Harrego prawdziwym koszmarem, bo mimo, że nie miał na to siły, codziennie musiał wstawać z łóżka i próbować żyć dalej. Każdego dnia widywał Louisa, a0 ten był ostatnią osobą, którą zielonooki chciał oglądać. W zespole panowała zła atmosfera. Niall, Liam i Zayn najzwyczajniej w świecie nie chcieli stawać po żadnej stronie. Wszyscy wiedzieli, że tym razem nie jest to kolejna, zwykła sprzeczka.
- Harry, teraz ciebie proszą na kilka samotnych ujęć – powiedział spokojnym głosem Liam, zajmując miejsce na kanapie obok zamyślonego nastolatka.
- Tak, już idę – odpowiedział po dłuższej chwili podnosząc się. Ruszył powolnym krokiem w kierunku drugiego pomieszczenia. W środku było kilka osób. Fotograf i  garstka osób pomagających mu, makijażystka, menadżer i on. Louis siedział, rozmawiając wesoło z młodą dziewczyną, która wskazała gestem, by czarnowłosy usiadł obok. Harry zacisnął zęby i zrobił o co prosiła. Szatyn momentalnie zamilknął, a nastolatek przymknął oczy pozwalając Lily przygotować swoją twarz do zdjęć.
- Gotowy? Potrzebujemy dwóch, no może ewentualnie trzech dobrych zdjęć.
Sesja osiemnastolatka została szybko skończona, bo Harry był świetnym aktorem i potrafił doskonale udawać. Mimo tego, że cały czas czuł na sobie wzrok Louisa, postanowił podołać zadaniu. Już po chwili fotograf osiągnął efekt, który zamierzył.
Louisowi również nie było łatwo, zdawał sobie sprawę, że bardzo skrzywdził młodego chłopaka, który był bardzo wrażliwy. Bolało go serce cały dzień, kiedy widział twarz ukochanego, jednak najciężej było mu, gdy w busie dołączyła do niego El. W momencie jej pojawienia się ujrzał tak wielki ból w oczach kochanka, że momentalnie spuścił wzrok. Nie potrafił udźwignąć wszystkiego, na co się zdecydował. W głębi serca czuł, że powinien teraz trzymać dłoń szatyna, nie dziewczyny, z którą go nic nie łączyło.
*
Harry obudził się w fatalnym nastroju i zdenerwował się jeszcze bardziej, kiedy dotarło do niego, że dziś jest 24 grudnia. Wigilia i urodziny Lou, którego kochał całym sercem. Został zaproszony, jak z resztą i reszta zespołu, na coroczną kolację do domu rodzinnego szatyna, jednak wiedział, że w tym razem nie da rady. Wyciągnął swój telefon i napisał krótkiego sms'a.

Do: Lou
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Mam nadzieję, że będziesz się dzisiaj świetnie bawił. Przepraszam, ale w tym roku nie możemy spędzić tego dnia razem, wyjeżdżam do rodziców. Do zobaczenia w przyszłym roku. Wszystkiego dobrego, Lou.


Kilka razy przeczytał treść i wreszcie postanowił wysłać wiadomość. Miał nadzieję, że Louis nic nie odpowie, to znacznie ułatwiłoby sytuację. Sygnał wiadomości rozbrzmiał szybciej niż przypuszczał.

Od: Lou
Przyjedź. Przyjedź chociaż na chwilę.

Czarnowłosy westchnął patrząc bezsilnie w wyświetlacz swojego drogiego telefonu. Louis niczego mu nie ułatwiał.


Do: Lou
Nie mogę. Niedługo mam samolot.

Od: Lou
Szczęśliwego Nowego Roku, Harry. Mam nadzieję, że pewnego dnia mi wybaczysz i zrozumiesz mnie.
*
Zielonooki nerwowo zerkał na zegarek, pakując się pośpiesznie. Wiedział, że chce  uczynić jeszcze jedną rzecz przed wyjazdem. Nie miał tego robić, obiecał samemu sobie, że powstrzyma się, jednak... Nie mógł. Rzucił torbę na tylne siedzenie swojego  samochodu i ruszył w kierunku, który tak dobrze już znał. Pokonywał tę drogę niemalże każdego dnia. Stał pod drzwiami dobre dziesięć minut, zanim wreszcie nadusił na dzwonek. W drzwiach stanął zdumiony Louis. Zaprosił go do środka, jednak Harry pokiwał przecząco głową i podał szatynowi małe pudełeczko.
- Wszystkiego dobrego, Lou – wydukał wreszcie patrząc na niego swoimi smutnymi tęczówkami.
- Dziękuję – odpowiedział zmieszany chłopak proponując – Może jednak zostaniesz?
- Nie utrudniaj mi wszystkiego. Przyjechałem tutaj tylko dlatego, że tego chciałeś. A ja jak zwykle nie potrafiłem ci odmówić.
W tym momencie, Harry ujrzał za mężczyzną, którego kochał, dziewczynę, której szczerze nienawidził. Przegryzł wargę próbując się nie rozpłakać. Odwrócił się bez słowa i szybkim krokiem udał się do samochodu. Bardzo pożałował, że zdecydował się przyjechać. 
*
Louis stał na progu domu i obracał pudełeczko w dłoniach, patrząc, jak Harry odjeżdża. Doskonale wiedział, co pomyślał. I zupełnie mu się nie dziwił, bo sam zdecydowanie ułożyłby w głowie to samo. Mijając bez słowa Eleanor, udał się na górę do swojej sypialni. Usiadł na dużym łóżku, które kojarzyło mu się tylko z jego ukochanym zielonookim i otworzył opakowanie. Prezent, który zawsze był dla niego najważniejszy, bo od osoby, którą kochał. W środku znalazł bransoletkę. Była to zwykła, srebrna zawieszka w kształcie puzzla z wygrawerowanym napisem „Let us love” na czarnym, skórzanym rzemyku. Oczy szatyna zaszły łzami, bo biżuteria była całkowicie w stylu czarnowłosego. Do tego sentencja, którą Louis przetwarzał w głowie kilka razy, aż wreszcie rozpłakał się na całego. Zrozumiał, że popełnił błąd i nic nie jest łatwiejsze bez przeklętego Stylesa, którego teraz tak bardzo potrzebował.
*
Harry siedząc już w swoim starym pokoju bawił się bransoletką, identyczną, jaką właśnie podarował Louisowi. Zamówił dwie identyczne, zanim jeszcze stracił szatyna. Usłyszał dźwięk wiadomości i spojrzał na wyświetlacz. Westchnął głośno, widząc nadawcę.

Od: Lou
Dziękuję.

Nic nie odpisał. Odrzucił telefon na poduszkę i podniósł się. Zszedł na dół i usiadł przy stole w kuchni, przyglądając się matce, która szykowała kolację Wigilijną. Ta doskonale wiedziała, co jest przyczyną smutku jej syna, jednak zdawała sobie sprawę, że póki Harry sam nie rozpocznie rozmowy, nie powinna go denerwować.
- Synku, może chciałbyś odwiedzić starych znajomych? Do kolacji jest jeszcze sporo czasu. Gemma jest teraz u Stana, jest tam małe przyjęcie... Jak kiedyś, pamiętasz?
- Pamiętam. Właściwie, dlaczego by nie, pójdę – odpowiedział, podnosząc się z krzesła. Już miał opuścić pomieszczenie, gdy cofnął się i musnął swoją rodzicielką w policzek i szepnął – bardzo Cię kocham, mamo.
*
Louis większość dnia spędził w łóżku czekając na odpowiedź Harrego, choć tak naprawdę wiedział, że jej nie otrzyma. Nieubłaganie zbliżał się wieczór i pierwsi goście zaczęli się schodzić. Do pokoju szatyna wszedł Niall rozglądając się po pomieszczeniu. Usiadł na skraju łóżka.
- O której przyjdzie Harry? - zapytał - Nie odbierał naszych telefonów.
- Nie przyjdzie. Ani dziś, ani jutro. Zobaczę go dopiero w przyszłym roku.
- Jak to nie przyjdzie? Przecież Wigilia i twoje urodziny... Zawsze spędzaliśmy ten dzień razem. Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego po prostu nie przyznasz się, że popełniłeś błąd? Dlaczego nie chcesz tego naprawić? Wiesz jaki jest Harry... Pewnie teraz leży w łóżku i ryczy. Wolałby być przy tobie.
- Wyjdź. Chcę się przebrać.
- Widzimy się na dole – zrezygnowany blondyn opuścił pokój.
*
Harry rozluźnił się na bożonarodzeniowej imprezie ze znajomymi. Wszyscy przywitali go bardzo serdecznie, ale mimo wszystko najbardziej na jego widok ucieszyła się jego siostra – Gemma. Wśród znajomych twarzy czarnowłosy zauważył nieznaną mu dziewczynę. Był dobrze wychowany, więc od razu udał się jej w kierunku i wyciągnął dłoń przedstawiając się:
- Jestem Harry. Pierwszy raz Cię tutaj widzę.
- Emma. Wiem kim jesteś, Harry Stylesie. Pytanie, kto nie wie – dodała uśmiechając się ściskając dłoń chłopaka.
- Mieszkasz tutaj od niedawna? - zapytał przyglądając się uważnie niebieskookiej blondynce.
- Od roku. A Ty dlaczego jesteś tutaj? W wywiadach mówicie, że spędzacie ten dzień w piątkę – nieświadomie sprawiła chłopakowi niesamowitą przykrość. Ten jednak starał się nie okazywać po sobie smutku. Odpowiedział z ironicznym uśmiechem.
- W tym roku jest inaczej.
*
Harry milczał już pięć dni. Pięć cholernych, niesamowicie długich dni. To miał być pierwszy Sylwester spędzony osobno od czasu, kiedy się poznali. Lou nie potrafił wyobrazić sobie tej nocy, był przerażony wizją tego, że jego ukochany był tak daleko, a on nawet nie miał pojęcia, co ten robił. Siedział kolejny dzień w swoim pokoju i nie miał zamiaru do nikogo się odzywać. Strasznie brakowało mu czarnowłosego i już nikt, dosłownie nikt nie potrafił go pocieszyć. Nawet Liam, który zawsze umiał rozbawić go do łez, wyszedł z pokoju zrezygnowany.

*
Kędzierzawy spędzał każdy dzień z intrygującą Emmą. Podobała mu się, ale nie tak bardzo jak Louis. Tak naprawdę, spotykał się z nią tylko ze względu na to, że nie chciał myśleć o niebieskookim ukochanym, za którym potwornie tęsknił. Zbliżała się Sylwestrowa noc, a Harry pierwszy raz w życiu nie miał żadnych konkretnych planów. Leżał z blondynką na łóżku, grając w gry na konsoli. Dziewczyna siedziała między jego nogami, opierając się o jego klatkę piersiową. Śmiali się, kiedy chłopak dawał nastolatce specjalnie wygrywać, rozmawiali o zupełnie nieistotnych sprawach. Czuł słodki zapach przy jej szyi. Był przyjemny, ale... nie to, żeby mu się nie podobał, jednak jedno było pewne: nie był tym, który chciał przy sobie czuć. Po jakimś czasie, zwyczajnie znudziło im się zajęcie i wyłączyli telewizor. Ułożyli się na łóżku obok siebie. W pewnym momencie dziewczyna opierając się na łokciach pochyliła się nad czarnowłosym. Pogładziła do delikatnie po jego jedwabistym policzku i przyglądała mu się uważnie.
- Masz piękne oczy, Harry. Jesteś marzeniem wielu dziewczyn, wiesz?
Skinął głową, bo w pewnym stopniu zdawał sobie sprawę, że faktycznie tak jest. Bez problemu znalazłby sobie drugą połówkę, ale czy chciał jej szukać? Nie potrafił po prostu zapomnieć, nie chciał zapominać o tym co łączyło go z najstarszym członkiem zespołu. Ten też zawsze mu powtarzał, że ma piękne oczy. Szeptał mu do ucha niemalże każdej nocy, że tonie w jego najpiękniejszych na świecie, zielonych tęczówkach. Znacznie lepiej brzmiał ten komplement z ust Lou. Wiele by Harry dał by teraz usłyszeć ten słodki głos, który działał na niego jak żaden inny.
- Dziękuję – odpowiedział wreszcie i zupełnie nie spodziewając się tego, poczuł ciepłe wargi dziewczyny na swoich.
Sam nie wiedział dlaczego, ale zaczął po prostu odwzajemniać pieszczotę, pogłębiając pocałunek. Objął Emmę w pasie, przesuwając swoje wargi na jej szyję. Nieśpiesznie całował centymetr po centymetrze delikatnej skóry, słysząc ciche westchnienia blondynki. Jego dłonie zaczęły podwijać miętowy sweter do góry. Nastolatka nie protestowała i już po chwili jego dłonie dotykały jej kształtnych, jednak proporcjonalnych do jej ciała piersi. Pozbył się też stanika, bo zdecydowanie był w tym momencie zbędny. Sam już był półnagi i przygryzał wagę, gdy czuł usta w okolicach podbrzusza. Jego dłonie zaczęły sięgać do rozporka Emmy, gdy ten usłyszał dźwięk nowej wiadomości. Zignorował to. Chciał się oddać zapomnieniu i nie przejmować się niczym. Po chwili, jedyne co para na sobie miała, to dolna część bielizny. Młody Harry, zsunął z siebie ostatni skrawek materiału, a jego partnerka od razu zrozumiała sugestię. Zbliżyła się do męskości zielonookiego i zaczęła muskać wargami główkę. Ten przymknął oczy cicho wzdychając. Znów rozbrzmiał dźwięk otrzymania nowej wiadomości. Harry ujął telefon w dłoń.
- Tylko wyłączę to cholerstwo - szepnął
Nie spojrzał, od kogo otrzymał wiadomość. Wyłączył swój aparat, odkładając go na szafkę nocną. Kędzierzawy spojrzał wyczekująco, by znów móc poczuć zniewalające uczucie. Wzdychał cicho, przeczesując palcami długie, falowane włosy. Czasami niechcący ciągnął za nie blondynkę, jednak ta nie skarżyła się. Chłopakowi robiło się coraz goręcej i czuł, że lada moment nie wytrzyma. Ujął twarz dziewczyny i delikatnie uniósł ją do góry. Połączył ich wargi w czułym pocałunku i odwrócił się tak, że Emma leżała plecami opierając się o jego klatkę piersiową. Całował ją po ramieniu, gdy w tym samym czasie jego dłoń zsunęła bieliznę z dziewczyny. Jego pełne wargi obsypywały teraz pocałunkami szyję nastolatki, gdy po chwili delikatnie złączył ich ciała w jedno. Nie był pewien, czy to nie aby pierwszy raz niebieskookiej piękności, dlatego starał się być delikatny i czuły. Poruszał się wolno, błądząc jedną dłonią po brzuchu dziewczyny przesuwając ją do góry. Wreszcie odnalazł to, czego szukał i ujął pierś, gdy druga z dłoni zaciskała się na biodrze Emmy. Zatracał się w dziewczynie, wyłączył myślenie. Nieznacznie przyspieszył, by po chwili zakończyć z cichym westchnieniem tuż przy uchu blondynki.
*
Harry obudził się przy Emmie, która spoglądała na niego zakochanym wzrokiem. Wyglądała, jakby już od dłuższego czasu przyglądała się chłopakowi jak śpi. Ten przeciągnął się i podniósł do pozycji siedzącej. Ujął swój telefon komórkowy chcąc sprawdzić, która jest godzina. Wtedy przypomniał sobie o wiadomości. Włączył telefon i odczytał krótkiego sms'a:

Od: Lou
Tęsknię za Tobą.


Przeklął w myślach Louisa i od razu ujął w dłonie ubrania Emmy.
- Musisz już iść.
Nigdy nie traktował przedmiotowo dziewczyn, był uznawany wręcz za dżentelmena, ale w tym momencie stracił ochotę na jej bliskość. Na czyjąkolwiek bliskość. Nastolatka nic nie rozumiała, ale była dosyć przestraszona nagłą zmianą zachowania chłopaka. Zbierała szybko swoje rzeczy z łóżka i podłogi i ubierała się najszybciej jak tylko potrafiła. Opuściła pokój, a Harry ślepo wpatrywał się w wiadomość. Trzy słowa, a sprawiły, że poczuł niewyobrażalny ból. Żałował okropnie, że nie odczytał wyznania Louisa wcześniej. Był na siebie zły, że dopuścił się do bliskości z kimś innym.
*
Szatyn bił się z myślami. Był załamany faktem, że jego ukochany mu nie odpisał. Całą noc nie spał, wyczekując jakiejkolwiek wiadomości, jednak nie doczekał się. Nie tracił jednak nadziei, liczył, że kędzierzawy zechce mu odpisać. Niemalże podskoczył na łóżku, gdy usłyszał dźwięk telefonu. Spojrzał na wyświetlacz. Liam. Louis ze wściekłością rzucił telefonem i znowu rozpłakał się niczym dziecko. Był bezsilny, miał już dość życia bez zielonookiego.
*
Całe przedpołudnie walczył ze sobą, by tylko nie odpisać. Nie chciał okazywać słabości, jednak pragnął, by Lou wiedział, że on również za nim tęskni. Była to niepodważalna prawda i wiedział, że prędzej czy później sam wysłałby podobnego sms'a lub po prostu pojechał tam do niego i powiedział mu, że brakuje mu go. Westchnął cicho znowu wpatrując się w wiadomość od ukochanego i wystukał krótką odpowiedź:

Do: Lou
Ja też za Tobą tęsknię.


Nie musiał długo czekać na odpowiedź. Po pięciu minutach usłyszał wyczekiwany sygnał wiadomości.

Od: Lou
Więc chodź do mnie. Chcę jeszcze jedną noc. Chcę spać przy Twoim boku raz jeszcze. Chcę czuć bicie Twojego serca. Chcę, by Twoja głowa spoczywała na mojej klatce piersiowej, kiedy przytulałbym Cię. Chcę czuć Twoją skórę przy mojej. Chcę udawać, podczas tej jednej nocy, że nie spieprzyłem wszystkiego. Że wciąż jesteś mój.


Harry siedział w nieruchomej pozycji czytając kilka razy wiadomość. Jego dłonie drżały, a łzy zaczęły spływać po jego policzkach. Nie miał pojęcia co miał począć. Tak bardzo chciał być teraz przy niebieskookim. Podniósł się szybko z łóżka i zaczął pakować swoje rzeczy w zawrotnym tempie. Nie zdążył nawet pożegnać się z rodziną, nie miał w tym momencie na to czasu. Wsiadł do samochodu i szybko wystukał.

Do: Lou
Jestem w drodze.


Postanowił jechać prosto do domu Louisa, zdecydował się nie lecieć samolotem, bo nie wiedział, czy jakieś loty do Londynu są na teraz zaplanowane. Starał się jechać zgodnie z przepisami, ale po prostu nie mógł. Jego serce podpowiadało mu nieustannie, by przyspieszył. Całą podróż denerwował się okropnie, bo nie miał pojęcia jak się zachować podczas spotkania z szatynem. Mimo wszystko nie mógł się doczekać, kiedy wtuli się w jego ciało i zapomni o wszystkich dniach, które musiał spędzić bez niego. Po niecałych trzech godzinach samochód zatrzymał się pod pięknym, przyozdobionym kolorowymi lampkami domem. Był już wieczór, padał śnieg, na zewnątrz panowała świąteczna atmosfera, a czarnowłosy siedział w samochodzie próbując się uspokoić. Wreszcie wysiadł i zdecydowanym krokiem podszedł drzwi. Nie musiał pukać czy dzwonić, Louis otworzył mu drzwi nim ten zdążył unieść dłoń.
- Harry! - niebieskooki momentalnie przytulił chłopaka, a ten poczuł się bezpieczny i od razu objął mocno ukochanego. Nie chciał go nigdy więcej puszczać. Trwali długą chwilę w uścisku, gdy wreszcie weszli do środka zamykając drzwi.
- Lou – wyszeptał gładząc szatyna delikatnie po policzku przyglądając mu się bacznie. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że naprawdę cholernie tęsknił.
- Jesteś tutaj... Naprawdę przyjechałeś.
Harry skinął głową patrząc ciągle na ukochaną twarz. Nie wytrzymał i postanowił zaryzykować. Wpił się w wargi niebieskookiego. Oboje długo wyczekiwali tej chwili. Louis przyciągnął bliżej  kędzierzawego do siebie, próbował pocałunkiem pokazać młodszemu, jak bardzo go kocha i jak strasznie mu brakowało  jego obecności. Pośpiesznie Harry zsunął z siebie kurtkę i nie odrywając się od młodego mężczyzny zaczął przesuwać się z nim w kierunku salonu. Upadli na śnieżnobiały dywan, o który sprzeczali się setki razy. Szatyn uśmiechnął się przez pocałunek, gdy poczuł zimne dłonie nastolatka. Pragnął tego od bardzo dawna. Praktycznie od momentu porzucenia Harrego, który właśnie błądził dłońmi pod bordową koszulką. Louis rozpinał czarną, dopasowaną koszulę mrucząc cicho, gdy czuł jak ręce zielonookiego zaciskają się na jego biodrach. Szatyn zsunął koszulę z ramion czarnowłosego, gdy ten drżącymi dłońmi rozpinał rozporek spodni chłopaka. W szybkim tempie oboje byli już nadzy i trwali w silnym uścisku wciąż okazując sobie czułość. Lou doskonale wiedział, jak wrażliwa jest szyja Stylesa. Postanowił kolejny raz użyć swojej wiedzy. Zaczął składać tam pocałunki, wsłuchując się w przyspieszony oddech Hazzy, muskał wargami klatkę piersiową starszego.
- Chcesz tego? - zapytał kędzierzawy przesuwając dłonią po udzie mężczyzny, którego uważał za ideał. Patrzył uważnie na niego wyczekując odpowiedzi, a gdy tylko ujrzał znajomy błysk w niebieskich oczach zrozumiał, że oboje tego pragną i nie musi się już niczego obawiać.
Położył się ostrożnie na wysportowanym ciele Louisa i uniósł jego nogi kładąc je sobie na ramionach. Szepnął jeszcze patrząc z pożądaniem w oczach:
- Kocham cię najbardziej na świecie...  I wydaje mi się, że nigdy nie będę w stanie przestać.
Po tych słowach najdelikatniej jak potrafił wszedł w szatyna. Tuż przy swoim uchu usłyszał cichy jęk zadowolenia. Była to dla niego najpiękniejsza podzięka. Poruszał się z początku powoli, jednak były to dogłębne ruchy, które sprawiały, że Lou wbijał paznokcie w plecy czarnowłosego. Harry uśmiechał się całując ramię niebieskookiego, czasami przygryzając skórę z wyczuciem. Z czasem Harry przyspieszył przytulając mocno do siebie chłopaka. Chciał go mieć teraz blisko siebie, najbliżej jak się tylko dało. Oboje zachowywali się skandalicznie głośno, ale żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Napawali się sobą. Ostatnimi ruchami nastolatek wbijał wręcz niebieskookiego w puszysty dywan, aż wreszcie oboje w tym samym czasie głośno jęknęli, trzymając się mocno za rękę. Kędzierzawy przetoczył się na bok, by nie męczyć swoim ciężarem ukochanego. Leżeli chwilę wsłuchując się w swoje głośne oddechy, aż wreszcie starszy się odezwał:
- Też cię kocham, Harry.
*
Tej nocy kochali się jeszcze dwa razy. Chcieli być ze sobą jak najbliżej. Leżeli wycieńczeni, jednak bardzo szczęśliwi na białym dywanie przytulając się do siebie. Harry muskał delikatnie ramię Louisa, który posyłał mu szczery uśmiech.
- Jesteś najlepszy, Harry... Zawsze powinienem to wiedzieć – wymruczał sennym głosem niebieskooki, patrząc na kędzierzawego.
- Ciiii... - uciszył go czułym pocałunkiem i wymruczał – Jutro o tym porozmawiamy. Pójdę po kołdrę.
Szatyn nic już nie odpowiedział. Starał się, naprawdę próbował nie zasnąć, jednak zmęczenie wzięło nad nim górę i po chwili po prostu odpłynął. Nastolatek wróciwszy do salonu, westchnął z rozbawieniem i przykrył ukochanego puchatą kołdrą i ostrożnie podniósł jego głowę, by wsunąć pod nią poduszkę. Sam położył się obok przytulając się mocno do starszego.
- Dobranoc, mój piękny...
*
Harry każdego ranka pijał bardzo mocną kawę. Tylko Louis potrafił ustawić intensywność w ekspresie, dodać odpowiednią ilość mleka i cukru, by ta smakowała czarnowłosemu najbardziej. Robił to niezliczoną ilość razy, niemalże po każdej wspólnej nocy. Wyjątkiem były dni, kiedy to nastolatek wstawał wcześniej, jednak tego dnia wciąż spał jak zabity. Dla siebie niebieskooki przygotował mocno posłodzoną herbatę i wrócił do salonu. Zielonooki właśnie przeciągał się i rzucił radosnym głosem:
- Długo nie śpisz?
- Chwilę. Jak zwykle przespałeś tylko robienie śniadania. Mogą być cheeriosy z jogurtem, czy wolałbyś dzisiaj coś innego?
- Pewnie, że mogą być. Wiesz doskonale, że nigdy mi się nie znudzą.
Starszy uśmiechnął się pod nosem podając kędzierzawemu miskę i spory kubek z gorącym napojem. Sam usiadł obok niego i zaczęli jeść. Przy wspólnych śniadaniach, rozmawiali zwykle o nieistotnych sprawach, jednak tym razem milczeli. Pewnie dlatego, że zdawali sobie sprawę, że poważna rozmowa ich nie ominie. Kiedy skończyli, Harry ujął dłoń szatyna i wplótł swoje palce w jego. Podniósł głowę i zaczął swoim zachrypniętym głosem:
- Popełniłem błąd, Lou. Potworny błąd. Nie wiem jak mam ci to powiedzieć – trzymał cały czas mocno rękę chłopaka jakby bał się, że ten ją puści.
- Nie mów nic. Ja wiem.
- O czym ty mówisz? - zapytał marszcząc brwi.
Był naprawdę zdumiony i nie miał pojęcia o czym mówi niebieskooki. Nie wiedzieć czemu zaczął się okropnie denerwować. Wyczekiwał odpowiedzi i miał wrażenie, że to były najdłuższe sekundy w jego życiu.
- Wiem o niej. Wiem wszystko. Naprawdę myślałeś, że się nie dowiem? - czarnowłosemu zrobiło się niedobrze.
Jego ciało zaczęło drzeć, a on zrozumiał, że nie ma nawet jak się usprawiedliwić.
- Wyczułem to od razu, kiedy tylko stanąłeś wczoraj w drzwiach i przytuliłeś mnie. Czułem jej słodki zapach na twojej szyi. Wyjątkowo obrzydliwy zapach. To niczego nie zmienia dla mnie, wiesz?
- Ale ja z nią... - wydukał łamiącym się głosem.
- Wiem. To odkryłem, kiedy mnie pocałowałeś. Wiem jak całujesz, kiedy jesteś spięty. Znam cię na wylot, Harry. Wszystko ułożyłem w głowie i domyśliłem się zanim to zrobiliśmy. Nie mam ci tego za złe.
- Gdybym tylko przeczytał tego nieszczęsnego sms'a od ciebie... Lou, wiesz, że ja nigdy bym cię...
- Nie zdradziłbyś mnie. Nigdy tego nie zrobiłeś i nie zrobiłbyś. Wiem o tym doskonale. To ja cię zostawiłem – dotknął policzka kędzierzawego gładząc go z wyczuciem patrząc w jego zielone tęczówki – Kocham cię. I nie chcę już mówić o tym. Chcę pomówić o czymś znacznie ważniejszym dla mnie...
Nastolatek poczuł ogromną ulgę. Cały ciężar jaki nosił na sercu po prostu zniknął. Louis mu wybaczył i tylko to w tym momencie się liczyło. Dopiero po chwili zrozumiał, co może dopiero usłyszeć. Przetworzył w myślach treść sms'a, którego znał na pamięć i przygryzł wargę jakby miał zaraz się rozpłakać.
- Chcesz mi powiedzieć, że chodziło tak jak w wiadomości tylko o jedną noc?
Louis od razu dostrzegł, że tego właśnie Harry bał się najbardziej. Nie chciał kolejny raz przechodzić przez to samo.
- Chcę ci tylko powiedzieć, że jedyną osobą, która popełniła błąd jestem ja. Byłem głupi sądząc, że życie bez ciebie okaże się łatwiejsze – przyznał wbijając swój wzrok w zielone tęczówki czarnowłosego – Nic nie jest łatwiejsze. Te kilka dni pokazało mi z kim chcę żyć. I choćby nie wiem jak trudno było, Hazz... chcę walczyć. Bo kurwa, kocham cię jak nikogo innego na tym świecie. Oboje siedzimy w tym gównie, nie wiesz jak żałuję, że nie mogę z tobą chodzić za rękę na ulicy, pocałować cię... Ale liczę, że pewnego dnia ułoży się. Chcę byś był znów mój, a ja chcę być twój.
Harry siedział nieruchomo analizując każde słowo szatyna. Był bardzo szczęśliwy, bo wiedział, że niebieskooki nie opuści go kolejny raz.
- Zawsze będę twój, Lou – wyszeptał.
- Wiem. Pamiętasz, że pewnego dnia powiedziałem, że weźmiemy kiedyś ślub? - na samo wspomnienie nastolatek szeroko się uśmiechnął i skinął głową potwierdzając – Nie żartowałem. Pewnego dnia będziesz mój na zawsze. Zgadzasz się?
Zapytał wyciągając spod kołdry krwistą różę i podał ją chłopakowi.
- Będę twój na zawsze – powtórzył wiedząc, że teraz jest zdecydowanie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Louis był definicją jego szczęścia. Niczego więcej nie potrzebował. 

12 komentarzy:

  1. Jak tu Cię nie kochać? I jak mam powiedzieć Ci cokolwiek innego, niż właśnie: kocham Cię najmocniej na świecie? <3
    Szczerze, liczę na to, że to nie jest Twoje pierwsze i ostatnie opowiadanie, więc... Z mojej strony - życzę Ci duuuużo weny. I to jak najszybciej! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie Ty, wiecznie we mnie wierząca i wspierająca mnie prawdopodobnie nawet i to opowiadanie nie zostało skończone. Ale właśnie dzięki Tobie jest! Mam nadzieję, że będziesz mnie jeszcze długo motywować, bo robisz to najlepiej na świecie. Też Cię kocham, równie mocno co Ty mnie <3

      Usuń
  2. Ja też mam nadzieję, że to nie jest Twoje pierwsze i ostatnie opowiadanie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekałam aż coś napiszesz, bo bez Ciebie to opowiadanie również by nie powstało. Dziękuję za wszystko <3

      Usuń
  3. Co to za zwyczaj, że po seksie się śpi?
    Ale oprócz tego rozpływam się, jeju, jak uroczo :3 Więc pisz dalej, już, teraz, natychmiast, chcę! :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Była noc! Po 3 razach padali! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ich to rozumiem, że po 3 razach to tak :D Ale z tą całą Emmą jeden raz, krótko i już od razu śpi xD Moje doświadczenie tego nie obejmuje.

      Usuń
  5. Mega mi się podoba jak piszesz! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Siedziałam sobie chora w domu, przeglądałam stare blogi i całkiem przez przypadek trafiłam tutaj. Jejku, piszesz naprawdę fantastycznie. Bardzo, bardzo mi się podoba. Ostatnio nie czytam prawie wgl blogów, ale tu na pewno zostanę. Już nie mogę się doczekać kiedy wstawisz następny post. Życzę dużo weny. Powodzenia :)

    http://www.lying-inside-our-quiet-drama.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa! :) Następny post pojawi się niebawem, może nawet w weekend. Pozdrawiam i ściskam! :*

      Usuń
  7. Bardzo wzruszające opowiadanie! Cieszę się, że skończyło się pozytywnie. Czekam z niecieprliwością na inne, kiedy można się go spodziewać? Dużo weny! Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo postaram się dodać jutro bądź pojutrze kolejny wpis! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń