Ostrzeżenie: miłość dwóch mężczyzn (+18)
- Naprawdę nie rozumiesz, że z nią wszystko wydaje się być łatwiejsze? – zapytał rozżalony Louis, patrząc prosto w zielone oczy przyjaciela. Nie wiedział, że tym jednym, prostym pytaniem, złamał serce chłopaka.
-
Łatwiejsze? – powtórzył łamiącym się głosem kędzierzawy, łapiąc się przy tym za
głowę. Nie mógł uwierzyć w to, co słyszał.
- Dużo
łatwiejsze. Przede wszystkim, nie muszę się ukrywać. Mogę okazywać swoje
uczucia publicznie i nikt nie może mi zarzucić, że są złe i nieetyczne. Wszyscy
akceptują mnie i El. Gdybym zechciał, mógłbym w przyszłości wziąć z nią ślub,
założyć rodzinę, mieć dzieci. Wiążąc się z nią, nie narażałbym całego zespołu.
Sam pomyśl, a jeśli obecni fani nie zaakceptowaliby naszego homoseksualnego
związku? Poza tym, Eleanor to tak naprawdę dobra dziewczyna i może mógłbym
spróbować zacząć traktować ją poważniej? Może by nam wyszło i wszystkie
problemy zniknęłyby? Moje, twoje, One Direction. Między nami też już nie jest
dobrze, ciągle robisz mi awantury. Nie mam już na to wszystko siły, rozumiesz?
Więc jaki jest sens abyśmy to ciągnęli? - wyrzucił z siebie szatyn, podczas gdy
młody mężczyzna nie mógł wytrzymać, słuchając tej długiej i zdającej się nie
mieć końca listy. Jeszcze nocą był pewien, że ta chwila nigdy nie nastąpi.
Teraz siedział ze spuszczoną głową, próbując to wszystko pojąć, jednak nie
mógł. Zrezygnowany podniósł głowę.
-
Rzeczywiście, żaden – odpowiedział cicho. Nie miał siły dalej z nim rozmawiać,
chciał jak najszybciej skończyć tę konwersację i zostać sam.
- Nie może
być między nami tak jak dawniej? Tak jak zawsze powinno być?
- Nic już
nie będzie jak dawniej. Nic.
- Dlaczego
nie możemy chociaż spróbować? – zapytał, siadając na kanapie obok załamanego
zielonookiego. Położył dłoń na jego ramieniu, jednak ta została natychmiastowo
strącona.
-
Wypierdalaj stąd. Wypierdalaj do swojej Eleanor i szczęśliwego, łatwego życia z
nią!
*
Kolejne
dni były dla Harrego prawdziwym koszmarem, bo mimo, że nie miał na to siły,
codziennie musiał wstawać z łóżka i próbować żyć dalej. Każdego dnia widywał Louisa, a0 ten
był ostatnią osobą, którą zielonooki chciał oglądać. W zespole panowała zła
atmosfera. Niall, Liam i Zayn najzwyczajniej w świecie nie chcieli stawać po
żadnej stronie. Wszyscy wiedzieli, że tym razem nie jest to kolejna, zwykła sprzeczka.
- Harry,
teraz ciebie proszą na kilka samotnych ujęć – powiedział spokojnym głosem Liam,
zajmując miejsce na kanapie obok zamyślonego nastolatka.
- Tak, już
idę – odpowiedział po dłuższej chwili podnosząc się. Ruszył powolnym krokiem w
kierunku drugiego pomieszczenia. W środku było kilka osób. Fotograf i garstka osób pomagających mu, makijażystka,
menadżer i on. Louis siedział, rozmawiając wesoło z młodą dziewczyną, która
wskazała gestem, by czarnowłosy usiadł obok. Harry zacisnął zęby i zrobił o co
prosiła. Szatyn momentalnie zamilknął, a nastolatek przymknął oczy pozwalając
Lily przygotować swoją twarz do zdjęć.
- Gotowy?
Potrzebujemy dwóch, no może ewentualnie trzech dobrych zdjęć.
Sesja
osiemnastolatka została szybko skończona, bo Harry był świetnym aktorem i
potrafił doskonale udawać. Mimo tego, że cały czas czuł na sobie wzrok Louisa,
postanowił podołać zadaniu. Już po chwili fotograf osiągnął efekt, który
zamierzył.
Louisowi
również nie było łatwo, zdawał sobie sprawę, że bardzo skrzywdził młodego
chłopaka, który był bardzo wrażliwy. Bolało go serce cały dzień, kiedy widział
twarz ukochanego, jednak najciężej było mu, gdy w busie dołączyła do niego El.
W momencie jej pojawienia się ujrzał tak wielki ból w oczach kochanka, że
momentalnie spuścił wzrok. Nie potrafił udźwignąć wszystkiego, na co się
zdecydował. W głębi serca czuł, że powinien teraz trzymać dłoń szatyna, nie
dziewczyny, z którą go nic nie łączyło.
*
Harry
obudził się w fatalnym nastroju i zdenerwował się jeszcze bardziej, kiedy dotarło
do niego, że dziś jest 24 grudnia. Wigilia i urodziny Lou, którego kochał całym
sercem. Został zaproszony, jak z resztą i reszta zespołu, na coroczną kolację
do domu rodzinnego szatyna, jednak wiedział, że w tym razem nie da rady.
Wyciągnął swój telefon i napisał krótkiego sms'a.
Do: Lou
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Mam nadzieję, że będziesz się dzisiaj świetnie bawił. Przepraszam, ale w tym roku nie możemy spędzić tego dnia razem, wyjeżdżam do rodziców. Do zobaczenia w przyszłym roku. Wszystkiego dobrego, Lou.
Do: Lou
Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Mam nadzieję, że będziesz się dzisiaj świetnie bawił. Przepraszam, ale w tym roku nie możemy spędzić tego dnia razem, wyjeżdżam do rodziców. Do zobaczenia w przyszłym roku. Wszystkiego dobrego, Lou.
Kilka razy
przeczytał treść i wreszcie postanowił wysłać wiadomość. Miał nadzieję, że
Louis nic nie odpowie, to znacznie ułatwiłoby sytuację. Sygnał wiadomości
rozbrzmiał szybciej niż przypuszczał.
Od: Lou
Przyjedź. Przyjedź chociaż na chwilę.
Czarnowłosy westchnął patrząc bezsilnie w wyświetlacz swojego drogiego telefonu. Louis niczego mu nie ułatwiał.
Od: Lou
Przyjedź. Przyjedź chociaż na chwilę.
Czarnowłosy westchnął patrząc bezsilnie w wyświetlacz swojego drogiego telefonu. Louis niczego mu nie ułatwiał.
Do: Lou
Nie mogę. Niedługo mam samolot.
Od: Lou
Szczęśliwego Nowego Roku, Harry. Mam nadzieję, że pewnego dnia mi wybaczysz i zrozumiesz mnie.
Nie mogę. Niedługo mam samolot.
Od: Lou
Szczęśliwego Nowego Roku, Harry. Mam nadzieję, że pewnego dnia mi wybaczysz i zrozumiesz mnie.
*
Zielonooki
nerwowo zerkał na zegarek, pakując się pośpiesznie. Wiedział, że chce uczynić jeszcze jedną rzecz przed wyjazdem.
Nie miał tego robić, obiecał samemu sobie, że powstrzyma się, jednak... Nie
mógł. Rzucił torbę na tylne siedzenie swojego
samochodu i ruszył w kierunku, który tak dobrze już znał. Pokonywał tę
drogę niemalże każdego dnia. Stał pod drzwiami dobre dziesięć minut, zanim
wreszcie nadusił na dzwonek. W drzwiach stanął zdumiony Louis. Zaprosił go do
środka, jednak Harry pokiwał przecząco głową i podał szatynowi małe pudełeczko.
-
Wszystkiego dobrego, Lou – wydukał wreszcie patrząc na niego swoimi smutnymi
tęczówkami.
- Dziękuję
– odpowiedział zmieszany chłopak proponując – Może jednak zostaniesz?
- Nie
utrudniaj mi wszystkiego. Przyjechałem tutaj tylko dlatego, że tego chciałeś. A
ja jak zwykle nie potrafiłem ci odmówić.
W tym
momencie, Harry ujrzał za mężczyzną, którego kochał, dziewczynę, której
szczerze nienawidził. Przegryzł wargę próbując się nie rozpłakać. Odwrócił się
bez słowa i szybkim krokiem udał się do samochodu. Bardzo pożałował, że
zdecydował się przyjechać.
*
Louis stał
na progu domu i obracał pudełeczko w dłoniach, patrząc, jak Harry odjeżdża.
Doskonale wiedział, co pomyślał. I zupełnie mu się nie dziwił, bo sam
zdecydowanie ułożyłby w głowie to samo. Mijając bez słowa Eleanor, udał się na
górę do swojej sypialni. Usiadł na dużym łóżku, które kojarzyło mu się tylko z
jego ukochanym zielonookim i otworzył opakowanie. Prezent, który zawsze był dla
niego najważniejszy, bo od osoby, którą kochał. W środku znalazł bransoletkę.
Była to zwykła, srebrna zawieszka w kształcie puzzla z wygrawerowanym napisem
„Let us love” na czarnym, skórzanym rzemyku. Oczy szatyna zaszły łzami, bo
biżuteria była całkowicie w stylu czarnowłosego. Do tego sentencja, którą Louis
przetwarzał w głowie kilka razy, aż wreszcie rozpłakał się na całego.
Zrozumiał, że popełnił błąd i nic nie jest łatwiejsze bez przeklętego Stylesa,
którego teraz tak bardzo potrzebował.
*
Harry
siedząc już w swoim starym pokoju bawił się bransoletką, identyczną, jaką
właśnie podarował Louisowi. Zamówił dwie identyczne, zanim jeszcze stracił
szatyna. Usłyszał dźwięk wiadomości i spojrzał na wyświetlacz. Westchnął
głośno, widząc nadawcę.
Od: Lou
Dziękuję.
Nic nie odpisał. Odrzucił telefon na poduszkę i podniósł się. Zszedł na dół i usiadł przy stole w kuchni, przyglądając się matce, która szykowała kolację Wigilijną. Ta doskonale wiedziała, co jest przyczyną smutku jej syna, jednak zdawała sobie sprawę, że póki Harry sam nie rozpocznie rozmowy, nie powinna go denerwować.
Od: Lou
Dziękuję.
Nic nie odpisał. Odrzucił telefon na poduszkę i podniósł się. Zszedł na dół i usiadł przy stole w kuchni, przyglądając się matce, która szykowała kolację Wigilijną. Ta doskonale wiedziała, co jest przyczyną smutku jej syna, jednak zdawała sobie sprawę, że póki Harry sam nie rozpocznie rozmowy, nie powinna go denerwować.
- Synku,
może chciałbyś odwiedzić starych znajomych? Do kolacji jest jeszcze sporo
czasu. Gemma jest teraz u Stana, jest tam małe przyjęcie... Jak kiedyś,
pamiętasz?
- Pamiętam.
Właściwie, dlaczego by nie, pójdę – odpowiedział, podnosząc się z krzesła. Już
miał opuścić pomieszczenie, gdy cofnął się i musnął swoją rodzicielką w
policzek i szepnął – bardzo Cię kocham, mamo.
*
Louis
większość dnia spędził w łóżku czekając na odpowiedź Harrego, choć tak naprawdę
wiedział, że jej nie otrzyma. Nieubłaganie zbliżał się wieczór i pierwsi goście
zaczęli się schodzić. Do pokoju szatyna wszedł Niall rozglądając się po
pomieszczeniu. Usiadł na skraju łóżka.
- O której
przyjdzie Harry? - zapytał - Nie odbierał naszych telefonów.
- Nie
przyjdzie. Ani dziś, ani jutro. Zobaczę go dopiero w przyszłym roku.
- Jak to
nie przyjdzie? Przecież Wigilia i twoje urodziny... Zawsze spędzaliśmy ten
dzień razem. Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego po prostu nie przyznasz się, że
popełniłeś błąd? Dlaczego nie chcesz tego naprawić? Wiesz jaki jest Harry...
Pewnie teraz leży w łóżku i ryczy. Wolałby być przy tobie.
- Wyjdź.
Chcę się przebrać.
- Widzimy
się na dole – zrezygnowany blondyn opuścił pokój.
*
Harry
rozluźnił się na bożonarodzeniowej imprezie ze znajomymi. Wszyscy przywitali go
bardzo serdecznie, ale mimo wszystko najbardziej na jego widok ucieszyła się
jego siostra – Gemma. Wśród znajomych twarzy czarnowłosy zauważył nieznaną mu
dziewczynę. Był dobrze wychowany, więc od razu udał się jej w kierunku i
wyciągnął dłoń przedstawiając się:
- Jestem
Harry. Pierwszy raz Cię tutaj widzę.
- Emma.
Wiem kim jesteś, Harry Stylesie. Pytanie, kto nie wie – dodała uśmiechając się
ściskając dłoń chłopaka.
- Mieszkasz
tutaj od niedawna? - zapytał przyglądając się uważnie niebieskookiej blondynce.
- Od roku.
A Ty dlaczego jesteś tutaj? W wywiadach mówicie, że spędzacie ten dzień w
piątkę – nieświadomie sprawiła chłopakowi niesamowitą przykrość. Ten jednak
starał się nie okazywać po sobie smutku. Odpowiedział z ironicznym uśmiechem.
- W tym
roku jest inaczej.
*
Harry
milczał już pięć dni. Pięć cholernych, niesamowicie długich dni. To miał być
pierwszy Sylwester spędzony osobno od czasu, kiedy się poznali. Lou nie
potrafił wyobrazić sobie tej nocy, był przerażony wizją tego, że jego ukochany
był tak daleko, a on nawet nie miał pojęcia, co ten robił. Siedział kolejny
dzień w swoim pokoju i nie miał zamiaru do nikogo się odzywać. Strasznie
brakowało mu czarnowłosego i już nikt, dosłownie nikt nie potrafił go
pocieszyć. Nawet Liam, który zawsze umiał rozbawić go do łez, wyszedł z pokoju
zrezygnowany.
*
Kędzierzawy
spędzał każdy dzień z intrygującą Emmą. Podobała mu się, ale nie tak bardzo jak
Louis. Tak naprawdę, spotykał się z nią tylko ze względu na to, że nie chciał
myśleć o niebieskookim ukochanym, za którym potwornie tęsknił. Zbliżała się
Sylwestrowa noc, a Harry pierwszy raz w życiu nie miał żadnych konkretnych
planów. Leżał z blondynką na łóżku, grając w gry na konsoli. Dziewczyna siedziała
między jego nogami, opierając się o jego klatkę piersiową. Śmiali się, kiedy
chłopak dawał nastolatce specjalnie wygrywać, rozmawiali o zupełnie
nieistotnych sprawach. Czuł słodki zapach przy jej szyi. Był przyjemny, ale...
nie to, żeby mu się nie podobał, jednak jedno było pewne: nie był tym, który
chciał przy sobie czuć. Po jakimś czasie, zwyczajnie znudziło im się zajęcie i
wyłączyli telewizor. Ułożyli się na łóżku obok siebie. W pewnym momencie
dziewczyna opierając się na łokciach pochyliła się nad czarnowłosym. Pogładziła
do delikatnie po jego jedwabistym policzku i przyglądała mu się uważnie.
- Masz
piękne oczy, Harry. Jesteś marzeniem wielu dziewczyn, wiesz?
Skinął
głową, bo w pewnym stopniu zdawał sobie sprawę, że faktycznie tak jest. Bez
problemu znalazłby sobie drugą połówkę, ale czy chciał jej szukać? Nie potrafił
po prostu zapomnieć, nie chciał zapominać o tym co łączyło go z najstarszym
członkiem zespołu. Ten też zawsze mu powtarzał, że ma piękne oczy. Szeptał mu
do ucha niemalże każdej nocy, że tonie w jego najpiękniejszych na świecie,
zielonych tęczówkach. Znacznie lepiej brzmiał ten komplement z ust Lou. Wiele
by Harry dał by teraz usłyszeć ten słodki głos, który działał na niego jak
żaden inny.
- Dziękuję
– odpowiedział wreszcie i zupełnie nie spodziewając się tego, poczuł ciepłe
wargi dziewczyny na swoich.
Sam nie
wiedział dlaczego, ale zaczął po prostu odwzajemniać pieszczotę, pogłębiając
pocałunek. Objął Emmę w pasie, przesuwając swoje wargi na jej szyję.
Nieśpiesznie całował centymetr po centymetrze delikatnej skóry, słysząc ciche
westchnienia blondynki. Jego dłonie zaczęły podwijać miętowy sweter do góry.
Nastolatka nie protestowała i już po chwili jego dłonie dotykały jej
kształtnych, jednak proporcjonalnych do jej ciała piersi. Pozbył się też
stanika, bo zdecydowanie był w tym momencie zbędny. Sam już był półnagi i
przygryzał wagę, gdy czuł usta w okolicach podbrzusza. Jego dłonie zaczęły
sięgać do rozporka Emmy, gdy ten usłyszał dźwięk nowej wiadomości. Zignorował
to. Chciał się oddać zapomnieniu i nie przejmować się niczym. Po chwili, jedyne
co para na sobie miała, to dolna część bielizny. Młody Harry, zsunął z siebie
ostatni skrawek materiału, a jego partnerka od razu zrozumiała sugestię.
Zbliżyła się do męskości zielonookiego i zaczęła muskać wargami główkę. Ten
przymknął oczy cicho wzdychając. Znów rozbrzmiał dźwięk otrzymania nowej
wiadomości. Harry ujął telefon w dłoń.
- Tylko
wyłączę to cholerstwo - szepnął
Nie
spojrzał, od kogo otrzymał wiadomość. Wyłączył swój aparat, odkładając go na
szafkę nocną. Kędzierzawy spojrzał wyczekująco, by znów móc poczuć zniewalające
uczucie. Wzdychał cicho, przeczesując palcami długie, falowane włosy. Czasami
niechcący ciągnął za nie blondynkę, jednak ta nie skarżyła się. Chłopakowi
robiło się coraz goręcej i czuł, że lada moment nie wytrzyma. Ujął twarz
dziewczyny i delikatnie uniósł ją do góry. Połączył ich wargi w czułym
pocałunku i odwrócił się tak, że Emma leżała plecami opierając się o jego
klatkę piersiową. Całował ją po ramieniu, gdy w tym samym czasie jego dłoń
zsunęła bieliznę z dziewczyny. Jego pełne wargi obsypywały teraz pocałunkami
szyję nastolatki, gdy po chwili delikatnie złączył ich ciała w jedno. Nie był
pewien, czy to nie aby pierwszy raz niebieskookiej piękności, dlatego starał
się być delikatny i czuły. Poruszał się wolno, błądząc jedną dłonią po brzuchu
dziewczyny przesuwając ją do góry. Wreszcie odnalazł to, czego szukał i ujął
pierś, gdy druga z dłoni zaciskała się na biodrze Emmy. Zatracał się w
dziewczynie, wyłączył myślenie. Nieznacznie przyspieszył, by po chwili
zakończyć z cichym westchnieniem tuż przy uchu blondynki.
*
Harry
obudził się przy Emmie, która spoglądała na niego zakochanym wzrokiem.
Wyglądała, jakby już od dłuższego czasu przyglądała się chłopakowi jak śpi. Ten
przeciągnął się i podniósł do pozycji siedzącej. Ujął swój telefon komórkowy
chcąc sprawdzić, która jest godzina. Wtedy przypomniał sobie o wiadomości.
Włączył telefon i odczytał krótkiego sms'a:
Od: Lou
Tęsknię za Tobą.
Tęsknię za Tobą.
Przeklął w
myślach Louisa i od razu ujął w dłonie ubrania Emmy.
- Musisz
już iść.
Nigdy nie
traktował przedmiotowo dziewczyn, był uznawany wręcz za dżentelmena, ale w tym
momencie stracił ochotę na jej bliskość. Na czyjąkolwiek bliskość. Nastolatka
nic nie rozumiała, ale była dosyć przestraszona nagłą zmianą zachowania
chłopaka. Zbierała szybko swoje rzeczy z łóżka i podłogi i ubierała się
najszybciej jak tylko potrafiła. Opuściła pokój, a Harry ślepo wpatrywał się w
wiadomość. Trzy słowa, a sprawiły, że poczuł niewyobrażalny ból. Żałował
okropnie, że nie odczytał wyznania Louisa wcześniej. Był na siebie zły, że
dopuścił się do bliskości z kimś innym.
*
Szatyn bił
się z myślami. Był załamany faktem, że jego ukochany mu nie odpisał. Całą noc
nie spał, wyczekując jakiejkolwiek wiadomości, jednak nie doczekał się. Nie
tracił jednak nadziei, liczył, że kędzierzawy zechce mu odpisać. Niemalże
podskoczył na łóżku, gdy usłyszał dźwięk telefonu. Spojrzał na wyświetlacz. Liam.
Louis ze wściekłością rzucił telefonem i znowu rozpłakał się niczym dziecko.
Był bezsilny, miał już dość życia bez zielonookiego.
*
Całe
przedpołudnie walczył ze sobą, by tylko nie odpisać. Nie chciał okazywać
słabości, jednak pragnął, by Lou wiedział, że on również za nim tęskni. Była to
niepodważalna prawda i wiedział, że prędzej czy później sam wysłałby podobnego
sms'a lub po prostu pojechał tam do niego i powiedział mu, że brakuje mu go.
Westchnął cicho znowu wpatrując się w wiadomość od ukochanego i wystukał krótką
odpowiedź:
Do: Lou
Ja też za Tobą tęsknię.
Ja też za Tobą tęsknię.
Nie musiał długo
czekać na odpowiedź. Po pięciu minutach usłyszał wyczekiwany sygnał wiadomości.
Od: Lou
Więc chodź do mnie. Chcę jeszcze jedną noc. Chcę spać przy Twoim boku raz jeszcze. Chcę czuć bicie Twojego serca. Chcę, by Twoja głowa spoczywała na mojej klatce piersiowej, kiedy przytulałbym Cię. Chcę czuć Twoją skórę przy mojej. Chcę udawać, podczas tej jednej nocy, że nie spieprzyłem wszystkiego. Że wciąż jesteś mój.
Więc chodź do mnie. Chcę jeszcze jedną noc. Chcę spać przy Twoim boku raz jeszcze. Chcę czuć bicie Twojego serca. Chcę, by Twoja głowa spoczywała na mojej klatce piersiowej, kiedy przytulałbym Cię. Chcę czuć Twoją skórę przy mojej. Chcę udawać, podczas tej jednej nocy, że nie spieprzyłem wszystkiego. Że wciąż jesteś mój.
Harry
siedział w nieruchomej pozycji czytając kilka razy wiadomość. Jego dłonie
drżały, a łzy zaczęły spływać po jego policzkach. Nie miał pojęcia co miał
począć. Tak bardzo chciał być teraz przy niebieskookim. Podniósł się szybko z
łóżka i zaczął pakować swoje rzeczy w zawrotnym tempie. Nie zdążył nawet
pożegnać się z rodziną, nie miał w tym momencie na to czasu. Wsiadł do
samochodu i szybko wystukał.
Do: Lou
Jestem w drodze.
Jestem w drodze.
Postanowił
jechać prosto do domu Louisa, zdecydował się nie lecieć samolotem, bo nie
wiedział, czy jakieś loty do Londynu są na teraz zaplanowane. Starał się jechać
zgodnie z przepisami, ale po prostu nie mógł. Jego serce podpowiadało mu
nieustannie, by przyspieszył. Całą podróż denerwował się okropnie, bo nie miał
pojęcia jak się zachować podczas spotkania z szatynem. Mimo wszystko nie mógł
się doczekać, kiedy wtuli się w jego ciało i zapomni o wszystkich dniach, które
musiał spędzić bez niego. Po niecałych trzech godzinach samochód zatrzymał się
pod pięknym, przyozdobionym kolorowymi lampkami domem. Był już wieczór, padał
śnieg, na zewnątrz panowała świąteczna atmosfera, a czarnowłosy siedział w
samochodzie próbując się uspokoić. Wreszcie wysiadł i zdecydowanym krokiem
podszedł drzwi. Nie musiał pukać czy dzwonić, Louis otworzył mu drzwi nim ten
zdążył unieść dłoń.
- Harry! -
niebieskooki momentalnie przytulił chłopaka, a ten poczuł się bezpieczny i od
razu objął mocno ukochanego. Nie chciał go nigdy więcej puszczać. Trwali długą
chwilę w uścisku, gdy wreszcie weszli do środka zamykając drzwi.
- Lou –
wyszeptał gładząc szatyna delikatnie po policzku przyglądając mu się bacznie. Dopiero
teraz zdał sobie sprawę, że naprawdę cholernie tęsknił.
- Jesteś
tutaj... Naprawdę przyjechałeś.
Harry
skinął głową patrząc ciągle na ukochaną twarz. Nie wytrzymał i postanowił
zaryzykować. Wpił się w wargi niebieskookiego. Oboje długo wyczekiwali tej
chwili. Louis przyciągnął bliżej
kędzierzawego do siebie, próbował pocałunkiem pokazać młodszemu, jak
bardzo go kocha i jak strasznie mu brakowało
jego obecności. Pośpiesznie Harry zsunął z siebie kurtkę i nie odrywając
się od młodego mężczyzny zaczął przesuwać się z nim w kierunku salonu. Upadli
na śnieżnobiały dywan, o który sprzeczali się setki razy. Szatyn uśmiechnął się
przez pocałunek, gdy poczuł zimne dłonie nastolatka. Pragnął tego od bardzo
dawna. Praktycznie od momentu porzucenia Harrego, który właśnie błądził dłońmi
pod bordową koszulką. Louis rozpinał czarną, dopasowaną koszulę mrucząc cicho,
gdy czuł jak ręce zielonookiego zaciskają się na jego biodrach. Szatyn zsunął
koszulę z ramion czarnowłosego, gdy ten drżącymi dłońmi rozpinał rozporek
spodni chłopaka. W szybkim tempie oboje byli już nadzy i trwali w silnym
uścisku wciąż okazując sobie czułość. Lou doskonale wiedział, jak wrażliwa jest
szyja Stylesa. Postanowił kolejny raz użyć swojej wiedzy. Zaczął składać tam
pocałunki, wsłuchując się w przyspieszony oddech Hazzy, muskał wargami klatkę
piersiową starszego.
- Chcesz
tego? - zapytał kędzierzawy przesuwając dłonią po udzie mężczyzny, którego
uważał za ideał. Patrzył uważnie na niego wyczekując odpowiedzi, a gdy tylko
ujrzał znajomy błysk w niebieskich oczach zrozumiał, że oboje tego pragną i nie
musi się już niczego obawiać.
Położył się
ostrożnie na wysportowanym ciele Louisa i uniósł jego nogi kładąc je sobie na
ramionach. Szepnął jeszcze patrząc z pożądaniem w oczach:
- Kocham cię najbardziej na świecie... I wydaje
mi się, że nigdy nie będę w stanie przestać.
Po tych
słowach najdelikatniej jak potrafił wszedł w szatyna. Tuż przy swoim uchu
usłyszał cichy jęk zadowolenia. Była to dla niego najpiękniejsza podzięka.
Poruszał się z początku powoli, jednak były to dogłębne ruchy, które sprawiały,
że Lou wbijał paznokcie w plecy czarnowłosego. Harry uśmiechał się całując
ramię niebieskookiego, czasami przygryzając skórę z wyczuciem. Z czasem Harry
przyspieszył przytulając mocno do siebie chłopaka. Chciał go mieć teraz blisko
siebie, najbliżej jak się tylko dało. Oboje zachowywali się skandalicznie
głośno, ale żadnemu z nich to nie przeszkadzało. Napawali się sobą. Ostatnimi
ruchami nastolatek wbijał wręcz niebieskookiego w puszysty dywan, aż wreszcie
oboje w tym samym czasie głośno jęknęli, trzymając się mocno za rękę.
Kędzierzawy przetoczył się na bok, by nie męczyć swoim ciężarem ukochanego.
Leżeli chwilę wsłuchując się w swoje głośne oddechy, aż wreszcie starszy się
odezwał:
- Też cię
kocham, Harry.
*
Tej nocy
kochali się jeszcze dwa razy. Chcieli być ze sobą jak najbliżej. Leżeli
wycieńczeni, jednak bardzo szczęśliwi na białym dywanie przytulając się do
siebie. Harry muskał delikatnie ramię Louisa, który posyłał mu szczery uśmiech.
- Jesteś
najlepszy, Harry... Zawsze powinienem to wiedzieć – wymruczał sennym głosem
niebieskooki, patrząc na kędzierzawego.
- Ciiii...
- uciszył go czułym pocałunkiem i wymruczał – Jutro o tym porozmawiamy. Pójdę
po kołdrę.
Szatyn nic
już nie odpowiedział. Starał się, naprawdę próbował nie zasnąć, jednak
zmęczenie wzięło nad nim górę i po chwili po prostu odpłynął. Nastolatek
wróciwszy do salonu, westchnął z rozbawieniem i przykrył ukochanego puchatą
kołdrą i ostrożnie podniósł jego głowę, by wsunąć pod nią poduszkę. Sam położył
się obok przytulając się mocno do starszego.
- Dobranoc,
mój piękny...
*
Harry
każdego ranka pijał bardzo mocną kawę. Tylko Louis potrafił ustawić
intensywność w ekspresie, dodać odpowiednią ilość mleka i cukru, by ta
smakowała czarnowłosemu najbardziej. Robił to niezliczoną ilość razy, niemalże
po każdej wspólnej nocy. Wyjątkiem były dni, kiedy to nastolatek wstawał
wcześniej, jednak tego dnia wciąż spał jak zabity. Dla siebie niebieskooki
przygotował mocno posłodzoną herbatę i wrócił do salonu. Zielonooki właśnie
przeciągał się i rzucił radosnym głosem:
- Długo nie
śpisz?
- Chwilę.
Jak zwykle przespałeś tylko robienie śniadania. Mogą być cheeriosy z jogurtem,
czy wolałbyś dzisiaj coś innego?
- Pewnie,
że mogą być. Wiesz doskonale, że nigdy mi się nie znudzą.
Starszy
uśmiechnął się pod nosem podając kędzierzawemu miskę i spory kubek z gorącym
napojem. Sam usiadł obok niego i zaczęli jeść. Przy wspólnych śniadaniach,
rozmawiali zwykle o nieistotnych sprawach, jednak tym razem milczeli. Pewnie
dlatego, że zdawali sobie sprawę, że poważna rozmowa ich nie ominie. Kiedy
skończyli, Harry ujął dłoń szatyna i wplótł swoje palce w jego. Podniósł głowę
i zaczął swoim zachrypniętym głosem:
-
Popełniłem błąd, Lou. Potworny błąd. Nie wiem jak mam ci to powiedzieć –
trzymał cały czas mocno rękę chłopaka jakby bał się, że ten ją puści.
- Nie mów
nic. Ja wiem.
- O czym ty
mówisz? - zapytał marszcząc brwi.
Był
naprawdę zdumiony i nie miał pojęcia o czym mówi niebieskooki. Nie wiedzieć
czemu zaczął się okropnie denerwować. Wyczekiwał odpowiedzi i miał wrażenie, że
to były najdłuższe sekundy w jego życiu.
- Wiem o
niej. Wiem wszystko. Naprawdę myślałeś, że się nie dowiem? - czarnowłosemu
zrobiło się niedobrze.
Jego ciało
zaczęło drzeć, a on zrozumiał, że nie ma nawet jak się usprawiedliwić.
- Wyczułem
to od razu, kiedy tylko stanąłeś wczoraj w drzwiach i przytuliłeś mnie. Czułem
jej słodki zapach na twojej szyi. Wyjątkowo obrzydliwy zapach. To niczego nie
zmienia dla mnie, wiesz?
- Ale ja z
nią... - wydukał łamiącym się głosem.
- Wiem. To
odkryłem, kiedy mnie pocałowałeś. Wiem jak całujesz, kiedy jesteś spięty. Znam
cię na wylot, Harry. Wszystko ułożyłem w głowie i domyśliłem się zanim to
zrobiliśmy. Nie mam ci tego za złe.
- Gdybym
tylko przeczytał tego nieszczęsnego sms'a od ciebie... Lou, wiesz, że ja nigdy
bym cię...
- Nie
zdradziłbyś mnie. Nigdy tego nie zrobiłeś i nie zrobiłbyś. Wiem o tym
doskonale. To ja cię zostawiłem – dotknął policzka kędzierzawego gładząc go z
wyczuciem patrząc w jego zielone tęczówki – Kocham cię. I nie chcę już mówić o
tym. Chcę pomówić o czymś znacznie ważniejszym dla mnie...
Nastolatek
poczuł ogromną ulgę. Cały ciężar jaki nosił na sercu po prostu zniknął. Louis
mu wybaczył i tylko to w tym momencie się liczyło. Dopiero po chwili zrozumiał,
co może dopiero usłyszeć. Przetworzył w myślach treść sms'a, którego znał na
pamięć i przygryzł wargę jakby miał zaraz się rozpłakać.
- Chcesz mi
powiedzieć, że chodziło tak jak w wiadomości tylko o jedną noc?
Louis od
razu dostrzegł, że tego właśnie Harry bał się najbardziej. Nie chciał kolejny
raz przechodzić przez to samo.
- Chcę ci
tylko powiedzieć, że jedyną osobą, która popełniła błąd jestem ja. Byłem głupi
sądząc, że życie bez ciebie okaże się łatwiejsze – przyznał wbijając swój wzrok
w zielone tęczówki czarnowłosego – Nic nie jest łatwiejsze. Te kilka dni
pokazało mi z kim chcę żyć. I choćby nie wiem jak trudno było, Hazz... chcę
walczyć. Bo kurwa, kocham cię jak nikogo innego na tym świecie. Oboje siedzimy
w tym gównie, nie wiesz jak żałuję, że nie mogę z tobą chodzić za rękę na
ulicy, pocałować cię... Ale liczę, że pewnego dnia ułoży się. Chcę byś był znów
mój, a ja chcę być twój.
Harry
siedział nieruchomo analizując każde słowo szatyna. Był bardzo szczęśliwy, bo
wiedział, że niebieskooki nie opuści go kolejny raz.
- Zawsze
będę twój, Lou – wyszeptał.
- Wiem.
Pamiętasz, że pewnego dnia powiedziałem, że weźmiemy kiedyś ślub? - na samo
wspomnienie nastolatek szeroko się uśmiechnął i skinął głową potwierdzając –
Nie żartowałem. Pewnego dnia będziesz mój na zawsze. Zgadzasz się?
Zapytał
wyciągając spod kołdry krwistą różę i podał ją chłopakowi.
- Będę twój
na zawsze – powtórzył wiedząc, że teraz jest zdecydowanie najszczęśliwszym
człowiekiem na świecie.
Louis był
definicją jego szczęścia. Niczego więcej nie potrzebował.